
Kiedy zapisywaĹem siÄ na udziaĹ w Orlen Warsaw Marathon, to szumnie deklarowaĹem zĹamanie 4 godzin. Niestety, Ĺźycie potrafi pĹataÄ róşne figle i dlatego im bliĹźej byĹo startu, tym moje oczekiwania co do czasu w debiucie byĹy inne. PostanowiĹem po prostu ukoĹczyÄ zawody, bez patrzenia na wynik (no dobra, moim wyznacznikiem czasu byĹa godzina odjazdu pociÄ gu do domu :P ). Zawody rozpoczÄ Ĺem biegiem z pacemakerami prowadzÄ cymi grupÄ na 4:30. Pierwszy raz sĹuchaĹem siÄ "zajÄ czkĂłw" i naprawdÄ pokonywanie kilometrĂłw szĹo mi bardzo Ĺatwo i przyjemnie. Niestety... Od miesiÄ ca walczÄ z przykrym wirusem, od tygodnia zaĹźywam antybiotyki i to musiaĹo siÄ na mnie odbiÄ. Na 25 kilometrze zaczÄĹo mnie "odcinaÄ", byĹem zmuszony podziÄkowaÄ prowadzÄ cym i zwolniĹem... Tak zaczÄĹa siÄ moja walka z samym sobÄ . Przez 17 koĹcowych kilometrĂłw modlitwÄ przekĹadaĹem przekleĹstwami. Od 30 km, powtarzaĹem sobie "nigdy wiÄcej! ". Na szczÄĹcie przezwyciÄĹźyĹem caĹe zwÄ tpienie i dotarĹem do mety! Czas: 4:56:09 dla wprawionych maratoĹczykĂłw jest czasem Ĺmiesznym. Dla mnie to jednak ogromne zwyciÄstwo. PamiÄtam jak we wrzeĹniu 2016 dobiegaĹem do ronda "LotnikĂłw Morskich ", wĂłwczas z nostalgiÄ patrzyĹem na drogÄ do DarĹĂłwka i marzyĹem "ChciaĹbym kiedyĹ przebiec trasÄ z zachodu na wschĂłd", dziĹ przebiegĹem duĹźo dĹuĹźszy dystans. Czy bÄdÄ kolejne maratony? To wszystko zaleĹźy od tego czy bÄdÄ potrafiĹ siÄ zmotywowaÄ do jeszcze ciÄĹźszych treningĂłw. Na pewno jeĹli stanÄ na starcie maratonu, to muszÄ byÄ 200razy lepiej przygotowany. PodsumowujÄ c bieg od strony organizacyjnej: sama nazwa zmusza do tego, Ĺźeby wszystko byĹo, kolokwialnie mowiac, tip top. Mam jednak wraĹźenie, Ĺźe mieszkaĹcy stolicy, nie byli tak "zaraĹźeni" atmosferÄ zawodĂłw jak spotkaĹem to w Gdyni czy Poznaniu.
